czwartek, 8 stycznia 2026

Bezrobotna w Operze

Kamyczki z ZUSu 😊
Dziś po raz kolejny w życiu musiałam pojechać do Powiatowego Urzędu Pracy, żeby zarejestrować się jako osoba bezrobotna (online wyskoczył komunikat, że „muszę stawić się osobiście”, bo coś tam, coś tam).
I po raz kolejny przekonałam się, że rejestracja w Hajnówce to jakiś koszmar.

Byłam tam tydzień temu - przyjechałam za późno - rejestracja tylko do 14-tej. To choć spytałam wtedy dokładnie, co mam przygotować. Prosiłam, żeby powiedziano mi to prostym językiem, a nie “dokumenty, które się od ostatniej rejestracji pojawiły”, bo pojawiła ich się cała masa - z rachunkami za czynsz i prąd na czele. Usłyszałam, że mam mieć wszystkie umowy. To dziś wszystkie przywiozłam.
A na miejscu dowiedziałam się, że… bez zaświadczeń o okresach składkowych z ZUSu wniosku nie przyjmą. Ale słowo -  żadne nowe zaświadczenie od mojej ostatniej rejestracji się nie pojawiło, bo po żadne nie poszłam!

Absurdalne jest to, że bez problemu piszę wnioski na duże kwoty, rozpisując budżet, harmonogram, rezultaty i wskaźniki, a problemem jest wypełnienie wniosku o rejestrację w PUPie (nazwa chyba nie przypadkowa), który wszystkie moje dane już ma, ale każe mi je wpisywać od nowa - łącznie z numerem konta (choć zasiłku i tak nie dostanę) i datą ukończenia szkoły sprzed lat. Noż!

No ale dobra - to lecę w śniegu do ZUSu, bo czasu „przecież mam w nadmiarze” - w końcu jestem bezrobotna, to sobie mogę polatać.

A w ZUSie ciepło, spokój, życzliwość, uśmiech, cierpliwość. Wniosek sprawnie wypełniony za mnie, ja musiałam go tylko podpisać. Wszystko spokojnie wyjaśnione. Można pytać i nikt nie ma o to pretensji, tylko spokojnie wyjaśnia - co za odmiana! Zaświadczenie wydane niemal od ręki, tak, że sama nie zdążyłam w tym czasie nic innego załatwić. Da się? Da się!

Wyszłam z ZUS-u z ulgą i wdzięcznością - i z myślą, że instytucje naprawdę mogą działać po ludzku - o czym z resztą w tym miejscu przekonuję się za każdym razem.

Kamyczki z ZUSu w Hajnówce

Potem wracałam do domu.
Śnieg padał od kilku godzin, drogi nieodśnieżone, ślisko, biało.
No bo kto by się spodziewał śniegu zimą — nawet jeśli był zapowiadany?
Zmęczenie, irytacja (no nie załatwiłam tej rejestracji).

I teraz paradoks.

Bo wczoraj byłam w Operze i Filharmonii Podlaskiej na spektaklu Shen Yun.
Bilet kosztuje więcej, niż dziś „powinnam” wydawać jako osoba bezrobotna, nie? Bezrobotne matki przecież w ogóle nie powinny na siebie nic wydawać.
Ale ja nie zapłaciłam za niego - dostałam propozycję wykorzystania biletu (za co ogromna ma wdzięczność i wielkie dziękuję!!!) kupionego zupełnie nie dla mnie, tylko dla kogoś, kto akurat zachorował. No to co - miał się zmarnować? Jakież by to było marnotrawstwo biletu. I moja głupota. A przecież – czasu „mam w nadmiarze”.

Więc ja - niezarejestrowana bezrobotna - byłam wczoraj na wspaniałym spotkaniu ze sztuką, pięknem i uważnością, na którym żadnej pani z PUPu z Hajnówki na szczęście nie widziałam ;-).


Spektakl SHEN YUN w Białymstoku


Ostatnio myślałam sobie o szczęściu.
Czy ja mam szczęście? (Bo wiecie - bywam o to oskarżana przez niektórych).

Mam. I nie mam.

Mam szczęście do ludzi. Niektórych. Całkiem sporej grupy niektórych :D.
Za to nie mam szczęścia do pracy - bo ja po prostu pracuję, n
awet gdy stoję w kolejce do rejestracji w Powiatowym Urzędzie Pracy, nie czekając na szczęście w tym temacie.


Opera i Filharmonia Podlaska
Europejskie Centrum Sztuki im. Stanisława Moniuszki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że pozostawiasz po sobie ślad :-)