wtorek, 9 grudnia 2014

Się rozkręcam!




miś tilda niebieski

Ostatnio zrobiłam woreczki, z których jestem bardzo dumna, bo efekty mej pracy bardzo mnie zaskoczyły - pozytywnie oczywiście :-)



 woreczki na grzyby hand made 


woreczki na grzyby uszyte rękodzieło

Udało mi się też w końcu uszyć pierwsze anielice po długiej przerwie i chyba jest dobrze, nie?
Oto pierwsza z nich - Panna Tereska-Niebieska:

anielica tilda niebieska - Krysia to uszyła - spersonalizowany anioł tilda uszyty na zamówienie

A tu już z drugą Panną - Marianną:


anielice tilda Krysia to uszyła - spersonalizowany anioł tilda uszyty na zamówienie

No i oczywiście kolejny miś powstał :-) Tym razem w wersji zielonej:
(miś jest do wzięcia - czeka w mych sklepikach - linki na pasku z prawej)


miś tilda zielony

I malusi miś też jest:

miś tilda niebieski

I na dziś może starczy tych dobroci, co?

Pozdrawiam wszystkich ciepło i dobrych humorków życzę!!!

ps - Aj! A jednak jeszcze coś dorzucę :-) 

Bo moje żuberki to ostatnio prowadziły prawdziwie światowe życie w blasku fleszy i wśród tłumów, więc wypada się tym pochwalić nieco :-)

Zdjęcia z https://www.facebook.com/zubroffka 


maskotka żubr zubrOFFka


maskotki żubra zubrOFFka

I w gazecie były - o tu: http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/51,35235,17089796.html?i=2

mskotki żubra zubrOFFka białystok

Tak więc duma mnie rozpiera i cieszę się jak dzieciak :-)

czwartek, 4 grudnia 2014

No może...



i nie wszystko ogarniam ostatnimi czasy...

Ale wciąż się kręci :-)

I dziś będzie zdawkowo, a w sumie to po prostu fotograficznie...

Trochę o żubrach na ŻubrOFFkę (taki festiwal - tu info: http://www.zubroffka.pl/)...


trochę o kotkach...


trochę o misiu....

i o jeszcze jednym kotku...



No... To tak jakby ktoś się pytał co tam u mnie słychać, to ostatnio właśnie takie rzeczy się dzieją ;-)

poniedziałek, 1 września 2014

Chyba wracam...



Coś ostatnio - całkiem nieoczekiwanie - zaczęłam znów szyć :-). I na prawdę nie spodziewałam się, że to będzie takie proste i przyjdzie do mnie tak naturalnie! Ale że będzie sprawiało mi wiele radochy, to nie miałam najmniejszych wątpliwości ;-)
Uszycie pierwszej owieczki, to było takie poczucie triumfu i wygranej z czasem - bo jednak się da, jednak można - juppi!! Więc po czymś takim musiałam usiąść do kolejnej maskotki :-). A potem pierwsze maile od klientów i pierwsze wzruszenia, że ktoś się cieszy, że komuś się podoba, że kogoś się uszczęśliwiło...
 No cóż - wychodzi na to, że ja szyć muszę aby nie zwariować i się częściej uśmiechać!

A dziś pokażę fragment tego co ostatnio powstało :-)
Owieczka którą uwielbiam, bo jest bossska:


Z serduszkiem tam gdzie zawsze ;-)

Na macierzyńskim spróbowałam nowego misia i od razu się zakochałam, więc na pewno powstanie ich dużo więcej:





I powstał kociak Groszek i kolejna owieczka (to właśnie prośba o ich uszycie rozpoczęła moją nową przygodę z maszyną):
A do kompletu dla nich powstał jeszcze jeden kociak - Ponurasek:

No i misiaczki małe dźwięczące nowe powstały (są do wzięcia na Artillo lub na DaWandzie) :-)



Tak patrząc na ten post, to kolorystycznie jest u mnie buro i ponuro, ale właśnie w takiej kolorystyce mi teraz jest dobrze, więc to pewnie stąd tak.

No i na dziś starczy tych zdjęć! Spodziewajcie się, że niebawem zarzucę Was kolejnymi ;-)

Pozdrawiam ciepluśko i udanego nowego roku szkolnego wszystkim życzę!!!

Hmmm... A swoją drogą, to siedem lat temu wyszłam za mąż ;-) Ciężko uwierzyć, że jest to już nasza siódma rocznica! Zdawać by się mogło, że jesteśmy ciut młodsi ;-)

piątek, 11 lipca 2014

Półrocznie


No to i minęło już ponad pół roku jak się ostatnio tu odzywałam i wiecie co? I było mi z tym bardzo dobrze :-) Był to czas kiedy z komputera prawie nie korzystałam (gdy jeszcze był na chodzie) lub w ogóle nie korzystałam (gdy już padł) i wcale, ale to wcale za nim nie tęskniłam. A nawet cieszył mnie brak kontaktu ze światem większym niż ścieżki którymi chodziłam. Ale teraz jakoś tak się stało, ze znów mam komputer, to od razu skorzystam z tego faktu i coś Wam opowiem ;-)

No bo co tam się u mnie działo? Oczywiście urodziłam (pół roku temu) drugą cudną córę i zdecydowana większość mej uwagi skupiła się właśnie na niej, tak że nieraz na nic więcej czasu nie starczało. Początki jak się łatwo domyśleć były trudne - organizacja życia na nowo, uczenie się "obsługi" maleństwa, walka z jej humorkami, permanentne niewyspanie itd itp, to wszystko jednak nie jest proste i oczywiste. Ale już na szczęście się dogadałyśmy i czasem (w przebłyskach) mi się nawet wydaje, że ogarniam rzeczywistość.


Bardzo mi w tym ogarnianiu pomaga pufa, którą uszyłam przed urodzeniem małej (gdzieś wcześniej  pisałam o mojej wielkiej purchawce=pufie). W sumie wciąż nie mogę się nadziwić, że zrobiłam sobie taki prezent :-). Od dawna nie wyobrażam sobie usypiania małej bez pufy - tylko na niej śpi spokojnie i ładnie usypia.


A gdy się przebudza, to wystarczy pobujać trochę pufą i usypia dalej. Albo dłużej trzeba pobujać i wtedy mogę sobie poczytać jakąś książkę ;-)



A jak zaśnie to mam chwilę dla siebie. I zupełnie nie wiem dlaczego zamiast odpocząć, ja wtedy staram się posprzątać, wstawić/powiesić/poskładać pranie, coś ugotować czy pozmywać. A na koniec dnia znów się dziwię że ani chwili nie miałam dla siebie... Tak na prawdę dla siebie.


Ale przecież wiem, że jeszcze trochę czasu upłynie i mała będzie nieco bardziej samodzielna i opieka nad nią nie będzie już tak wymagająca. Za jakieś dwa lata będzie już znośnie ;-)


A w sumie to i tak się uparłam i jednego króliczka zrobiłam, a właściwie to króliczkę. Zajęło mi to bardzo dużo czasu, tj chwileczki które przy niej spędzałam były sporo od siebie w czasie rozrzucone, ale w końcu się udało :-) Zdjęcie ocalało dzięki memu chwalipięstwu na FB (bo generalnie co miałam na kompie to mi przepadło, więc wiele mych szyjątek nie zobaczycie, ale co tam! przecież będą nowe).


No i tyle :-) Chętnie zasypałabym Was bardziej zdjęciami, ale jak można wywnioskować z tego co pisałam wyżej, wiele zdjęć mi przepadło, więc będzie Wam to oszczędzone ;-)

Pozdrawiam ciepluchno!!!

niedziela, 5 stycznia 2014

Noworocznie



Niby noworocznie, ale ja się wciąż będę rozprawiała ze starym rokiem, bo raz, że na blogu mam zaległości całą masę, a dwa, że jeszcze cała masa zdjęć czeka aż się nimi zajmę, a jak już się zajmę, to żal by było ich nie pokazać ;-) 
I dziś będzie mało gadania, a więcej pokazywania - o!

I zacznę od poduchy dość dawno wykonanej, a jeszcze nigdy tu nie pokazywanej. I tak się patrzę na nią z perspektywy czasu i muszę przyznać, ze mi się podoba :-) Ale to pewnie zasługa dobrego projektu, który oczywiście zrobił dla mnie mój mąż, a ja go tylko wcieliła w życie tj w tkaninę :-)




I tego anioła z misiem zdjęcia w końcu uporządkowałam, więc chcę je pokazać:


A z tą anielicą się okazało, że zdjęć dobrych nie mam, a sesji już się nie da powtórzyć, bo i anielicy od dawna ze mną nie ma, ale wyglądała mniej-więcej tak (hmmm a może ja jednak troszkę zbyt wymagająca jestem co do zdjęć???...):


Tu widać białe pończoszki i buciki z kokardkami:


I misiem się zajęłam troszkę:

I starczy - tj ja z siebie nic już więcej nie wycisnę, bo chciałoby się pokazać więcej, ale cóż - będzie więcej sił, to będzie więcej zdjęć.

Tylko jeszcze na koniec pokażę postępy mej narzuty - od tego zdjęcia minęło kilka rządków, co i tak tylkoo nieznacznie ją powiększyło, więc możemy te zdjęcie uznać za aktualne:

Tak się zaczynam zastanawiać czy uda mi się ją skończyć przed porodem czy nie. Wcześniej myślałam, że nie ma na to najmniejszych szans, ale że maleńka coś się na ten świat nie spieszy, to kto wie - może jednak narzuta będzie jeszcze przed córą?

No i już na koniec - co by było prawdziwie noworocznie - wszystkim którzy snują postanowienia noworoczne życzę wytrwałości w ich spełnianiu!!!