wtorek, 20 września 2011

Szydełkowe laleczki


Jak wczoraj pisałam, trochę zdjęć zrobiłam, więc teraz tak na szybkiego tu wpadam, by kolejne dwie rzeczy z pudełka wyciągnąć i pokazać je nieco bardziej szczegółowo, a tym samym troszkę nadrobić blogowe zaległości.

Dziś będą to moje pierwsze lale szydełkowe zrobione wg tutka Stokrotki (link do niego jest dostępny u mnie w zakładce Tutki).

Pierwsza powstała urocza czerwona laleczka, która zaspokoiła moją ciekawość w temacie jak to się robi i wyszła mi tak:



 

A po niej, podczas wizyty u Babci, powstał chłopak Emo. Wyszedł taki a nie inny głównie dlatego, że u babci znalazłam tylko dwie włóczki - czarną i tą ponuroniebieską (całą resztę już dawno powywoziłam) no i one nasunęły mi pomysł takiego ponuraska. I mi osobiście ten zdołowany facecik bardzo się podoba ;-). A oto i on:




Po odgarnięciu włosów ukazują nam się oba zdołowane oczęta:


No i dół maksymalny:


I na pokazaniu tych dwóch nowinek dzisiaj kończę pędząc czym prędzej do córci i pozdrawiając wszystkich serdecznie :-)


poniedziałek, 19 września 2011

Nie ogarniam się


I znowu zrobiłam sobie dłuższą przerwę w blogowaniu, znowu dawno mnie tu nie było, a wszystko dlatego, że się ostatnio całkowicie nie mogę ogarnąć ani sensownie zorganizować. Zupełnie nie wiem za co się zabrać, od czego zacząć i czym się w jakiej kolejności zająć. Na szczęście nie prowadzi to do tego, że w sumie nie robię nic - w sumie wręcz przeciwnie - chyba robię wszystko naraz (czego potwierdzeniem jest powyższe zdjęcie), tylko wciąż zostaje tyle do zrobienia!

No ale w ostatnim czasie i działo się dużo i powstało sporo nowych rzeczy, ale wszystkim za jednym zamachem chwalić się nie będę, bo bym Was zarzuciła zdjęciami obrzydliwie, więc dziś będzie tylko mała odsłona tego co się działo.

Na początek przedstawię wam nową anielicę - Polę która stanie się prezentem na drugie urodziny Poli. Moja mała (niemal rówieśnica Poli) oczywiście zdążyła już przetestować anielicę i jej się bardzo podoba, więc mam nadzieję, że Pola też się nią będzie cudnie bawić i prezent jej się spodoba :-). A oto i ona:




W zbliżeniu:



No i maleńki towarzysz anielicy - koteczek:


Tyle tych zdjęć się zrobiło w tym poście, że chyba na pokazaniu Poli dzisiaj poprzestanę, resztę z pudełeczka zostawiając sobie (czy może raczej dla Was) na potem. 

A teraz tylko bardzo pięknie podziękuję dla Kasi. Bo już jakiś czas temu wygrałam u niej candy i prezenty przywędrowały do nas już dawno i sprawiły nam wiele, wiele radości, no to czas się nimi pochwalić :-). Się trochę martwiłam, że owieczkę zaraz porwie mi córcia, a bardzo chciałam, by była taka moja, co wyznałam Kasi w mailu... I ku mojemu wielkiemu zdziwieniu w paczce od niej była nie tylko owieczka, ale i myszka Mini, co spowodowało, że córa zajęła się myszką, a owieczka grzecznie trafiła do mnie :-). I muszę Wam powiedzieć, że tak jak jestem fanką kasinych filcaczków już od dosyć dawna, tak nie ma to jak zobaczyć coś takiego na własne oczy - wtedy można się już całkowicie w nich rozkochać! Zaskoczona byłam, że owca jest tak duża, myślałam, że są to mniejsze zwierzątka, a one są dosyć pokaźne. I przede wszystkim niezwykle urocze!


A więc Kasiu - dziękuję Ci raz jeszcze bardzo pięknie za paczuszkę od Ciebie - ja się do dzisiaj z niej cieszę i za każdym razem jak na owieczkę spoglądam, to mi się buzia do Ciebie uśmiecha! A Mini odbyła już nawet swoją pierwszą podróż do Białegostoku :-).

I na dzisiaj tyle. Ale jako, że zdjęć dziś trochę narobiłam, to teraz wrócę tu dużo szybciej!
A póki co pozdrawiam wszystkich ciepło!

piątek, 2 września 2011

Dinuś i wyniki


Zacznę od razu prosto z mostu od losowania, które jeszcze nawet nie nastąpiło, bo wpierw muszę zrobić porządek w liście chętnych ( i dlatego też udział bierze każdy kto się zdążył zapisać). Dla ułatwienia (sobie samej) oto uczestnicy:


To teraz przechodzę do maszyny losującej i:
czyli że tym razem Edward powędruje do Lucyny :-) - gratuluję! i czekam na adres do wysyłki.
Przyznaję się bez bicia, że nie zaglądałam do osób które się w kolejce ustawiły z prostej przyczyny braku czasu i Lucyny nie znam jeszcze, ale akurat będę miała okazję poznać :-). Jeszcze nie wiem co pojedzie wraz z Edwardem, ale do poniedziałku (czyli do dnia wysyłki) na pewno coś wymyślę, a może nawet sama Lucyna mi podpowie co dorzucić?

A teraz tak szybciutko przedstawię Wam nowe szyjątko - dinusia, którego szyłam z myślą o pięcioletnim Patryku. Bo miał być właśnie dinozaur - maskotko-poducha, tak aby się było czym pobawić w dzień i do czego się będzie można potem przytulić w nocy. Wyszedł mi całkiem nieźle, a w sumie to jestem z niego bardzo zadowolona po prostu :-). Dinuś ma tylko jeden mankament, czyli wiotką szyję, która ma problem w utrzymaniu głowy dinozaura, ale myślę, że to nie będzie wielkim problemem i jako zabawka sprawdzi się świetnie :-). A jeśli przyjdzie mi kiedyś szyć coś podobnego, to będę musiała poprawić wykrój tak, by jednak zrobić grubszą szyję. Bo żeby nie było dinusia szyłam wedłuk pomysłu i projektu własnego :-).
Więcej już nie gadam, tylko dinusia przedstawiam, z każdej strony, bo oczywiście z nowu nie wiem z której się prezentuje najlepiej ;-). 
Więc oto i on w pełnej krasie:





Jeszcze tylko dorzucę, tak ku pamięci własnej, że jego długość z ogonem to 60cm, a wysokość 51cm. Sama przestrzeń poduchowa ma około 34x30cm.

I tyle, bo ja wciąż czasu nie mam a ludziska pewnie na wyniki losowania czekają, więc tylko szybko pozdrawiam wszystkich ciepło i znikam!!!


czwartek, 1 września 2011

Małe (???) radości :-)


Ten post miał być radosny i o pięknych rzeczach które mnie spotkały, tak więc nie będę wyjaśniać dlaczego piszę go dopiero dzisiaj, a nie tydzień temu oraz słowem nie napomknę o problemach z internetem, komputerem i maszyną do szycia. Będzie tylko o tym co dobre i fajne i miłe :-). A nazbierało się tego na (moje) szczęście troszkę :-)

A więc po kolei:
Wpierw dostałam paczkę (a właściwie wielką paczuchę) od Ani, z którą kiedyś (mieszkając jeszcze w Toruniu) pracowałam. Wiedziałam, że Ania ma coś mi podesłać, ale nie spodziewałam się takiego ogromu wspaniałości!!! Otwierałam ją jak mała dziewczynka, radując się przy tym ogromnie i oczy aż mi się świeciły gdy wyciągałam wszystko po kolei, oglądając z każdej strony i snując plany co też z tego uszyję :D. Te wszystkie materiały które widzicie na zdjęciu powyżej są właśnie od Ani. A to jeszcze nie wszystko! Do tego był cały woreczek przydasi - kwiatuszków, motylków, samochodzików i t.p., no i jeszcze koronki, cekiny, koraliki i guziczki!!! O takie oto cudeńka:


Kwiatuszek i motylki od razu doszyłam do jamniczka Filipka :-).
Aniu - DZIĘKI CI OGROMNIASTE!!!
Nawet nie wiem jak Ci za to wszystko podziękować!!! Obiecuję, że wykorzystam te wszystkie skarby najlepiej jak tylko będę umiała!

A potem (tego samego dnia co od Ani) przyszła druga paczuszka. Też wiedziałam, że ma dojść, bo w niej miał być Edward na którego polowałam już od jakiegoś czasu, ale zawartość znowu przerosła moje oczekiwania! Otóż Magda i Przemek z blogu  Klucze do raju do Edwarda dorzucili moc wspaniałości o takich oto:


Bystre oko dostrzeże tu czekoladę (oj spadła mi ona z nieba i pochłonęłam ją błyskawicznie, dzieląc się tylko odrobinkę z innymi), markizy, kawkę, herbatę, gorącą czekoladę, książeczki z wierszykami (córcia miała co czytać i dzięki temu Edward został ocalony od jej chciwych do czytania rączek), karteczkę, no i rzecz najważniejszą - oświetlającą to zdjęcie - piękny świecznik (w komplecie ze świecą z resztą)! Ten ostatni zauroczył mnie bardzo! Wieczorkiem, gdy już słońce zajdzie i się świecznik zapali, to stwarza niesamowity klimat!!! Będzie on stanowił element mojej pracowni (o ile kiedykolwiek uda nam się ją wykończyć...), więc jest poniekąd pierwszym mebelkiem, który tam zagości (no - drugim - pierwsza jest maszyna do szycia ;D).


Świecznik ten zrobiła swoimi zdolnymi łapkami Magda i zachęcam do zajrzenia na ich bloga i zobaczenia jakie inne cudeńka zrobić jej łapki potrafią :-).
A więc Kluczyki ;-) - dziękuję Wam BAAAARDZO za te cudeńka!!!

Kolejną sprawą radosną jest to, że akurat dzisiaj z mężem świętujemy kolejną rocznicę naszego ślubu :-). Data, taka trochę szkolna, wybrana została tak trochę dlatego by jej łatwo nie zapomnieć, a i tak trzy lata temu (chyba wtedy...), gdyby mi przyjaciółka nie przypomniała, to bym o rocznicy całkiem zapomniała... Potem się trochę poprawiłam z mą pamięcią, a w tym roku mąż mi po prostu nie dał o tym zapomnieć i oświecił mnie ciut wcześniej, że ważny dzień przed nami :-). I tak oto kolejny rok razem przeżyliśmy :D. Bilans wspólnego życia wychodzi na plus i wciąż mnie cieszy nasza decyzja, choć nie ukrywam, że łatwiej nam się żyło, gdy mieszkaliśmy sami. Pod dachem teściów żyje się trudniej, ale wciąż nasze małżeństwo przynosi nam wiele radości i spokojnie je mogę uznać za udane - a o to chyba chodzi!
Skarbie - gdybyś tu zajrzał, to choć wiem, że nawet nie będzie Ci się chciało tego wszystkiego czytać, to i tak buziaczki Ci ślę :****!!!

A na koniec jeszcze dodam, że jakiś czas temu Maniek ustrzelił u mnie taki oto widok gromadki szczęśliwych cyferek:


Ładne - prawda? W związku z tym uszykuję jakiś prezencik dla Ciebie Maniulku, tylko musisz się wykazać cierpliwością, bo nie wiem kiedy mi się uda to zrobić. Ale przyjdzie dzień, że niczego się nie spodziewając, dostaniesz ode mnie paczuszkę z czymś - to mogę obiecać :-).

I na chwilę tyle. Pozdrawiam wszystkich ciepło, przepraszam, że ostatnio do nikogo nie zaglądam, ale jako, że już u mnie z netem lepiej (mam nadzieję, że na dłużej), to jak czas pozwoli, to może niebawem nadgonię zaległości i się dowiem co tam u Was wszystkich słychać :-). Buziaki!!!


wtorek, 23 sierpnia 2011

22. podróż Edwarda Tulana


Zanim się na poważnie wezmę do pisania (rozpisać, to ja już bym się mogła, tylko jeszcze wszystkich zdjęć nie zrobiłam...), wpierw spełnię swą powinność czyli ogłoszę kolejną podróż Edwarda.

Kto go śledzi, ten wie o co chodzi :-). Kto się po raz pierwszy z nim spotyka, to już tłumaczę ździebko - otóż jest to zabawa w stylu podaj dalej. Edward wędruje sobie od jakiegoś już czasu z rąk do rąk, z miasta do miasta i poznaje świat. Ostatnia (21) podróż Edwarda odbyła się do mnie i chwilowo on sobie u mnie przycupnął, ale mamy tylko chwilkę by pobyć razem, bo niebawem Edward powędruje dalej. To do kogo pojedzie tym razem zależy od wyniku losowania, które odbędzie się w następny piątek 2. września. Jeśli chcesz, aby to Twój dom był kolejnym przystankiem Edwarda, to wyraź swoją chęć udziału w zabawie zostawiając komentarz pod tym postem.
A oto konkretne zasady (do skopiowania dla kolejnego zwycięzcy):

1) Zostaw komentarz pod tym postem , tak by zdązyć przed losowaniem, które odbędzie się 02 września 2011 (piątek)
(w zabawie biorą udział tylko osoby posiadające bloga!).
2) umieścić informację o zabawie wraz z podlinkowanym zdjęciem na swoim blogu.
3) po wylosowaniu i otrzymaniu przesyłki, należy przeczytać książkę w ciągu 10 dni.
4) zorganizować u siebie następne candy (nr 23) na takich samych zasadach.
5) wpisać się do książki.
6) dodać do książki jakąś niespodziankę dla zwycięzcy.
Wszystkich chętnych serdecznie zapraszam do zabawy!!

p.s. - Proszę o udział osoby z Polski - jeśli mieszkasz za granicą i chcesz się z nami zabawić, to zapraszam, ale jeśli zgodzisz się pokryć koszty przesyłki (przykro mi, ale dla mnie są one obecnie zbyt wysokie :-/).



poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Coś dla Majki i Filipka


Już się zdążyłam kilka razy rozpisać w tym poście i tyle samo razy mi to moje rozpisywanie zjadło. Są jakieś niezwykle denerwujące zaniki prądu, które co chwilę mi wyłączają komputer - cholery od tego można dostać! Ale, że muszę w końcu ten post opublikować, to próbuję po raz enty i oby ostatni! Tym razem już się nie rozpiszę, bo Filipek i Majką mogą dłużej nie znieść tego czekania.

Bo dziś pokażę maskotki, które dla nich uszyłam, a które miałam pokazać już kilka dni temu, więc nie trudno zgadnąć, że dłużej tego odkładać nie mogę. I nawet brak prądu mi w tym nie przeszkodzi! 
Dzisiejsze zdjęcia nie są najlepsze, ale czekanie na lepsze światło już dłużej nie mogłam, więc jest jak jest - czyli kolory są trochę przekłamane, ale mam nadzieję że to co jest najważniejsze i tak jest widoczne.

A więc Filipku, oto Twój jamnik:





I Maju - to Twój kotek:




Mam nadzieję, że Wam się podobają :-)

A ja się rozpiszę w kolejnym poście, który przy sprzyjającym wietrze będzie już jutro - bo do pisania mam bardzooo dużo. 

Na razie tylko tak ekspresowo podziękuję ogromnie dla Magdy i Przemka z blogu Klucze do raju oraz dla Ani - mojej koleżanki z pracy z Torunia - baaaaardzo Wam dziękuję!!!! Ale o tym za co i dlaczego będzie opowiadał następny post :-).

Pozdrawiam wszystkich ciepło :-).


środa, 17 sierpnia 2011

Dla Zuzi


Choć u mnie remont wciąż pełną gębą, ładu i składu we wszystkim jakoś brak, nitki pochowały się przede mną tak skrzętnie, że w ogóle nie mogę sobie przypomnieć gdzie je wsadziłam, to jednak gdzieś z boku tego wszystkiego powoli pracuję i jest już najwyższy czas, by pokazać co nowego uszyłam, bo Tatuś Zuzi już się pewnie doczekać efektów mej pracy nie może :-). 

Zamęczać dziś potokiem swych słów nie będę, bom sama zamęczona jestem małym źrebaczkiem okrutnie, za to zdjęć chyba będzie dużo... 

I od razu do rzeczy przechodzę - dziś pokarzę co takiego dostanie Zuzia na swoje piąte urodzinki (a w sumie, to jeśli to zostanie zaakceptowane, to wtedy dostanie...).
Po pierwsze Anielicę Zuzę, tę oto:


Z klasycznym już u mnie guziczkiem do łatwego zawieszania na skrzydełkach:


A oto kilka jej detali:




Po drugie - w zestawie z Anielicą jest Kitty - w początkowym mym zamyśle miała ona być tylko miłym dodatkiem do anielicy, którą to miała tulić w swych ramionach, ale w końcowym efekcie wyszła pełnoprawna zabawka, bo jakoś nie miałam serca zszywać ich razem. Uznałam, że Zuzia na pewno będzie się chciała nimi pobawić oddzielnie, więc ich w sumie nie połączyłam. A oto i ona:


No i do tej różowej gromadki dochodzi osobnik, który mnie szalenie wymęczył - mały zielony kucyk. Każdy kto choć trochę szyje, ten wie, że im mniejsza forma, tym trudniej jest ją zdobić. A ten kucyk do wielkich nie należy - ma 15cm długości i około 11cm wysokości. Zabierałam się za niego długo i na różne sposoby, a skończyło się na tym, że wykonałam go w całości ręcznie, maszyny nie używając przy tym ni razu. Wykrój do niego zrobiłam sama, sugerując się kucykami Little Pony, bo Zuzia jest właśnie na ich etapie, więc inaczej być nie mogło. A najbardziej mnie irytowało to, że choć go robiłam i robiłam, to nie miałam pojęcia jaki będzie efekt końcowy. Za to teraz, choć efekt mej procy zobaczyć już mogę, to tak nim jestem zmęczona, że nie wiem, co o nim myśleć... Ale oceńcie sami:





I mogłabym na tym skończyć, ale jeszcze pomęczę Was odrobinkę zdjęciami całego radosnego stadka ;-)




No i na tym już kończę, choć właśnie przypomniałam sobie, że miałam pisać o wyróżnieniach, ale słowo honoru, ze znów nie mam na to siły, czyli znowu to odłożę na potem. 

Więc miłego wieczoru wszystkim życzę i bardzo dziękuję wszystkim za odwiedziny u mnie i za przemiłe komentarze, jakie po sobie zostawiacie!

środa, 10 sierpnia 2011

A po przerwie...


Ech! Po tych wszystkich wyjazdach i rozjazdach tak się rozleniwiłam, że z trudem zabieram się za kolejny post... Miałam go już napisać kilka dni temu i jakoś nie mogę do tego przysiąść... Pewnie dlatego, że dużo się działo i nadal się dzieje, więc zajmują mnie nieco inne sprawy... I jakoś w ogóle nie mogę przysiąść do zrobienia zdjęć, które są niezbędne do opublikowania postu. Do dziś co prawda nie mam jeszcze wszystkich zdjęć jakie mieć bym chciała, ale czas już najwyższy się zmobilizować i tu się w końcu odezwać!


A co się działo jak mnie tu nie było? Wpierw był wyjazd daleko, daleko - do Jagusi, bo były jej chrzciny, a ja zostałam poproszona o zostanie jej matką chrzestną. Więc wreszcie mogłam podarować Jagusi jej Janiołka i teraz już ją strzeże z odpowiedniej odległości :-). A na samą ceremonię wydziergałam dla Jagusi sukieneczkę. Sukieneczkę śliczną acz niepraktyczną, bo wcięcie w szyjce okazało się za malutkie i strach było Jagusię w to ubierać, co się jednak udało i maleńka dzielnie w niej wystąpiła :-). I chwała Bogu, że chrzest jest raz w życiu i nie będzie potrzeby nakładania tej sukieneczki nigdy więcej ;-). Ale jako sama pamiątka będzie piękna. Zdjęć niestety nie mam, więc się nią nie pochwalę (ale może kiedyś...?).
Przy okazji posiedziałyśmy z córą trochę u Jagusi i sobie odpoczywałyśmy w przecudownej atmosferze tamtego domu. No a ja miałam w końcu możliwość posiedzieć spokojnie z moją psiapsiółką i trochę pogadać o tym i owym. Ostatnio bardzo rzadko nam się taka możliwość zdarza, z racji na odległość jaka nas dzieli, więc tym bardziej te chwile były bezcenne :-).

W drodze powrotnej spotkałam się z Dużą Małą Mi i mogłam jej wręczyć wygrane przez nią słodkości. Spotkanie było bardzo krótkie, bo na chwilę przed moim odjazdem, za to bardzo sympatyczne :-). Mi zdążyłam już polubić dzięki jej blogowi i na żywo się nie zawiodłam :-). A cudeńka jakie od niej dostałam bardzo mnie zaskoczyły i zachwyciły. Na początek była taka oto torebeczka:


A w nim słodkości a słodkości! Były tam: cudnej urody, w ulubionych mych kolorkach, kolczyki z bransoletką (zdjęć do dziś jakoś zrobić nie mogę... :/- ale może się poprawię i uzupełnię później), filcowy zielony kociaczek, który nieopatrznie został u Babci (efekt pakowania się na pięć minut przed wyjazdem...), gdzie córcia się nim bawił, cukierasy i kawusia, no i przepiękna kocia zakładka - o ta:


No i do tego był ślicznie ubrany słoiczek pysznej papryczki, który już napoczęliśmy, więc zdjęć już nie będzie, ale wszystko można obejżeć u Mi na blogu o TU.
A ja się wciąż nie mogę nadziwić , że Mi tyle pracy włożyła w to by mi coś przygotować! No na prawdę jestem pod wrażeniem! Dziękuję Ci  Mi raz jeszcze bardzo, baardzo, baaardzo!!!

A żeby tego było mało, tuż przed moim wyjazdem przyszedł do mnie list, a w nim były piękne i bardzo precycyjnie wykonane kolczyki od Czarnej Loli, któr wygrałam u niej całkiem przypadkiem, o te właśnie:

(zdjęcie Czarnej Loli pożyczone z jej bloga)

Na żywo robią dużo większe wrażenie i są na prawdę czarujące! Lolu - wielkie dzięki!!!

No i na koniec, jak już wróciłam na swój koniec świata, to czekały na mnie trzy wyróżnienia, ale o tym dzisiaj nie mam siły pisać, bo tasiemiec by się zrobił z tego posta niesamowity, więc o tym będzie następnym razem.

A teraz już od tygodnia jesteśmy w domu i "się bawimy" w remont i budujemy miejsce, które się stanie moją pracownią :-). Roboty jest multum, plany ambitne są takie, że do końca tygodnia (czyli do końca urlopu mężowego) będę miała ładne ściany, już przynajmniej zaszpachlowane, przetarte i zagruntowane oraz panele na podłodze. Ale jak widzę ile czasu nam zostało, to zaczynam mieć wątpliwości czy zdążymy z tą robotą... Niemniej praca wre, a zrobiliśmy już i tak nie mało, więc nie jest źle :-).

A gdy nie remontujemy, czyli w między czasie, sobie szydełkuję. Robiąc sukienkę dla Jagusi przypomniałam sobie jak bardzo to lubię, a będąc u niej przejrzałam stosik gazetek z różniastymi wzorami i teraz sobie niektóre próbuję.
I tak powstały turkusowe podkładki oraz zielone:


Do nich powstała też większa serwetka:


I również zielony motyl - zawieszka (w jego tle widać fragment naszej cerkwi):


I tyle na dzisiaj - czas mi się wziąć za kończenie tynkowania!
Pozdrawiam wszystkich wakacyjnie!!!