niedziela, 14 czerwca 2015

Gorrrąco

króliczka tilda pomarańczowa Helenka

Korzystając z leniwej chwili pokażę Wam ostatnią króliczkę - Helenkę.

króliczka tilda pomarańczowa Helenka

Lubicie te króliczki jeszcze troszkę?

króliczka tilda pomarańczowa Helenka

Bo Haneczka lubi :-)

króliczka tilda pomarańczowa Helenka

Na warsztacie obecnie jest pewien golasek 
(acz nie do końca, bo w majtach i skarpetkach):

na warszacie u Krysi

A w Kleszczelach jest gorrrąco!

w Kleszczelach spacer na Jasia

Tekst mi się całkiem nie klei...
Więc do następnego!!!

sobota, 13 czerwca 2015

Jeremi

szydełkowy kocyk Krysia

Koncert w Opolu z tekstami Jeremiego Przybory - cudny!
Bo te teksty zawsze w punkt! 
Żeby nie powiedzieć by żądz moc móc wzmóc...
A dzięki temu wieczorowi wzmocnił się o kolejne ciut ciut kocyk,
 o skończeniu którego marzę już dość długo.
A dziś przyokazyjnie mała relacja jak ów kocyk próbuje rosnąć gdy dzieci nie śpią ;-)

piękny szydełkowy kocyk Krysia

piękny kocyk szydełkowy Krysia

piękny kocyk szydełkowy Krysia

Miłego i ciepłego odpoczynku weekendowego :D

czwartek, 4 czerwca 2015

Leśne ludki i Mine Craft

rzeźby z brzozy Leśne ludki Ethro
rzeźby w brzozie "Leśne Ludki" Ethro

W końcu zrobiło się gorąco! 
I od razu tak, że aż myśleć jest w tym upale ciężko, więc rozpisywać się dziś nie będę, a tylko pokażę co nieco do pooglądania.

rzeźby z brzozy Leśne Ludki Ethro

Tak jak piałam ostatnio, zmiany w życiu swym wprowadzam nie tylko ja, ale i mój mąż. Zmiany, które zaszły u mego kochania (zwanego Ethro) powodują, że teraz ma czas i siły między innymi na to by sobie porzeźbić. I tak oto powstaje cykl Leśnych Ludków rzeźbionych w brzozie. Świetne są, nie?

rzeźba w brzozie Leśne Ludki Adrian Bienias

A ja z kolei zrobiłam główkę ludzika z Main Craft.

amigurumi crochet Mine Craft szydełkowy

Miał być cały ludzik, ale z braku czasu powstała tylko głowa, która stała się breloczkiem. Ale jako że rozpisałam sobie wzór na całą postać, to przy sprzyjających wiatrach pewnie usiądę do realizacji pełnej postaci.

amigurumi crochet Mine Craft szydełkowy

Bo dla jasności i pewności - tym razem jest to mój projekt :-)

amigurumi crochet Mine Craft szydełkowy

Poza tym dotarły do mnie zdjęcia o nowym życiu kociaków z poprzedniego postu. Możliwość podglądania co się dzieje z mymi szyjątkami po tym jak opuszczą ma pracownię jest czymś na prawdę cudownym - uwielbiam dostawać zdjęcia i maile z relacjami!!!!

drugie życie szyjątak kotki

Tu kotki ze swym pierwowzorem na którym się miałam wzorować:

drugie życie szyjątak kotki

A tu już w najcudniejszych z możliwych objęciach:

drugie życie szyjątak kotki

drugie życie szyjątak kotki

A na koniec nocne bociany, bo dawno ich u mnie nie było :-)

nocne bociany w Krysiakowie

Miłego wypoczynku długo-weekendowego i pięknej opalenizny :D

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Porządki

personalizowane maskotki czarne kotki

Zamilkło mi się na dość długo, co?

personalizowane maskotki kotki czarne

I jak tu teraz odmilknąć lekko, płynnie i bez bólu???
Natłok informacji zaistniałych i niewypowiedzianych blokuje gadaninę o tyle, że zupełnie nie wiem od czego by tu zacząć - co uznać za najważniejsze i istotne, a co zgrabnie przemilczeć...

maskotki personalizowane kotki

No ale... To może ja po prostu zacznę nawijać :-)
Zamilkło mi się, bo moc innych, ważniejszych spraw domagała się realizacji i gdy tak je realizowałam, to na koniec dnia nie starczało już mi sił na nic poza snem spokojnym (który to - nota bene - wciąż jest mi przydzielany skąpo bardzo, bo przespanie przez Hanię całej nocy było tylko jednorazowym wybrykiem i mała niestety szybciuteńko wróciła do trybu "przynajmniej co dwie godziny chcę mamę mocno przytulić" więc się wysypiam nie bardzo...), a w ciągu dnia, pomiędzy codziennymi sprawunkami nie było czasu ni siły na blogowanie. Choć chciało mi się nie raz szybko coś skrobnąć, ale i tak do komputera, jak przyszło co do czego, to nie dochodziłam...

maskotki na zamówienie koty

Ech no, wodę leję jakbym kandydowała na prezydenta! Dobrze, że przynajmniej nic Wam nie obiecuję - ni gruszek na wierzbie ni emerytury, bo mogłaby mnie fala wyborcza (no już powyborcza...) tak ponieść głupio ;-)

Niemniej do rzeczy!

Dzieje się u mnie, oj dzieje! Dzieje się tyle, że hej! 
Wraz z tą wiosną postanowiłam zrobić porządek w moim życiu i wciąż jestem na etapie sprzątania, ale już się nie mogę doczekać namacalnych efektów mej pracy! Z resztą nie tylko mojej, bo i mąż aktywnie się dołączył do sprzątania, więc wspólnie wywracamy nasz świat do góry nogami, stwierdzając przy tym ze zdumieniem, że dopiero teraz stawiamy go na nogi, a do tej pory funkcjonowaliśmy jak te błazny w cyrku chodząc na rękach... Więc nic dziwnego, że mieliśmy już dość i zmiany które wprowadzamy dążą ku normalności, co czujemy wyraźnie.

 A co takiego robimy?

Na początek organizujemy sobie miejsce do pracy - wynajęłam pokoik w centrum naszej mieściny (zwany dalej pracownią), który adaptujemy do naszych potrzeb. Jak chyba wo tej pory szyłam w między czasie rozdarta między dziećmi, naczyniami do pozmywania, ubraniami do wyprania, obiadami do ugotowania a zamówieniami. Teraz - będąc w pracowni wiem że tam jestem by szyć, będąc w domu wiem, że tam jestem by być z dziećmi i zająć się domem, będąc u znajomych wiem że tam jestem by z nimi być i odpocząć od całej reszty. 
Taka prosta zmiana, a jakże porządkująca mój świat!

w pacowni - kot maskotka na zamówienie
W pracowni - odsłona pierwsza
Przy okazji bardzo ułatwiam życie moim miejscowym klientom, którzy często do mnie po prostu nie przychodzili, bo nie chcieli mi przeszkadzać w mym domowym zaciszu lub bali się przychodzić, bo odstraszały je dwa ujadające psy witające wszystkich przy bramie. Teraz wiadomo, że można zajść do mnie do pracowni i już. I żaden pies nie stoi na drodze i ingerencji w me życie prywatne nie ma, a spodnie szybko są podłożone :-)

w pracowni - kot maskotka personalizowana
W pracowni - odsłona druga: w tle - łóżeczko Hani i praca męża


No i do tego w miasteczku, w którym perspektyw na pracę raczej nie ma (no nie ma po prostu), w którym ambicji zawodowych trudno szukać, stworzyłam sobie miejsce pracy, dzięki któremu myślę, że zarobię na spokojne życie (bo na luksusowe to pewnie nie), bez przymusu długich dojazdów do pracy czy wyjazdów zagranicznych (obie formy są standardem w naszych rejonach) i bez szukania opieki do dziecka (bo Hania dzień spędza wraz ze mną w lokalu gdzie ma swoje miejsce, łóżeczko i zabawki).

w pracowni - maskotka na zamówienie kot
W pracowni - odsłona trzecia: drzwi  jeszcze muszę przemalować, bo takie zostać nie mogą!

No i lokalizacja jest boska! Pracuję sobie w samym centrum pomiędzy lumpeksem (czyli jedynym sklepem odzieżowym w naszym miasteczku) a przychodnią (czyli najtłumniej odwiedzanym miejscem), lub - ujmując to inaczej - między obowiązkowym szlakiem większości mieszkańców, czyli między przychodnią a apteką ;-)
Lepszego miejsca być nie mogło!

Wiec ten prosty krok, jakim było otwarcie pracowni, jest  genialny i szalenie się cieszę, że go w końcu zrobiłam!  I jednocześnie nie dowierzam, że nie zrobiłam go jakieś dwa-trzy lata wcześniej. Ale dobrze, ze w ogóle :-)

To nieobecność na blogu mam chyba usprawiedliwioną, co?

tort na Dzień Dziecka i babeczki
Wspomnienie sprzed roku - pyszny tort i wspaniałe babeczki upieczone dla mych dzieci :-)

Pozdrawiam wszystkich tęskniących gorrąco!
I cudownego Dnia Dziecka wszystkim życzę!!!
Dbajmy, szanujmy i dopieszczajmy te małe dzieci które w nas są - one tego potrzebują!!!

A kociaki z dzisiejszego postu powstały specjalnie na Dzień Dziecka i dziś upiększą dzień dwóm dzieciaczkom :-)

środa, 22 kwietnia 2015

Radość

miś tilda Krysia
Karola kładzie misia na kanapie w klockowym domku ;-)

Jeszcze nie dowierzam, ale to się stało na prawdę! 
Otóż dziś Hania wstała po raz pierwszy o 5:20 (i nic to, że od razu na równe nogi)!
Do tego Karola ani razu nie spacerowała od siebie do sypialni!  
Czyli że ja dzisiejszą noc miałam całą aż po brzegi wypełnioną spaniem! 
Po raz pierwszy od 15 miesięcy spałam snem niczym nie zmąconym!

I szczerze mówiąc, to po takiej nocy można wstać o tej 5:20 całkowicie wyspanym i radosnym :-)
Jupi!!!

Ot i takie to sprawy wywołują wielką radość we mnie trwającą cały dzień :D 
Ale czego chcieć więcej jak resztę spraw ważnych już mam?

piątek, 17 kwietnia 2015

Za drzwiami pracowni

w pracowni u Krysi Wieczne planowanie

Pracownia jest chyba marzeniem wszystkich osób pracujących - czy to zawodowo czy też hobbistycznie, niezależnie od zawodu i formy pracy. Móc pracować w miejscu do tego właśnie stworzonym, a nie robić coś między kotletem a rozbieganymi dziećmi - to jest dopiero coś!
I ja odkąd coś tworzę nie tylko dla siebie, a również dla innych, to marzę o swej własnej pracowni z drzwiami. Bo drzwi i możliwość zamknięcia się i bycia tylko do zrealizowania konkretnego zadania są sprawą niezwykle dla mnie ważną. Pewnie dlatego, że drzwiami takowymi nie dysponuję. 
Odkąd mieszkam tu gdzie mieszkam moje miejsce pracy przenosiło się już tyle razy, że pewnie zliczyć bym nie umiała ile. Przez chwilkę nawet miała swój pokoiczek (z drzwiami) gdzie mogłam spokojnie popracować podczas gdy mąż opiekował się córką. Ale gdy pojawiła się Hania te pomieszczenie okazało się nie praktyczne, bo tam z małą zamknąć się nie mogłam (za mało miejsca na mnie na dziecko). Już nie mówiąc, że pomieszczenie to jest bardzo sezonowe i na zimę stamtąd i tak trzeba się wynosić (czytaj - brak ogrzewania), więc długo tam maszyna nie postała i czekały ją kolejne przenosiny.
Obecnie moja pracownia, to kawałek stołu pod oknem w pomieszczeniu, które pełni rolę kuchni, jadalni, salonu (to tak z wielkim przymrużeniem oka), placu zabaw dla dzieci i pokoju gościnnego. Jednym słowem całe życie się w nim toczy, a gdzieś pomiędzy tym i moja praca.
A jako, że nie potrafię pracować w bałaganie (czuję ogromną potrzebę posprzątania nim usiądę do roboty), to stan ze zdjęcia powyżej wymaga jeszcze posprzątania by w ogóle zacząć pracować. Na ogół nim wszystko ogarnę, to się okazuje, że nie mam czasu na szycie, bo to już czas obiad szykować, a jak już są wszyscy i obiad jest zjedzony, to ten mój porządek który wypracowałam jest skutecznie wypierany na rzecz bałaganu i chaosu, którego wieczorem nie mam sił ogarnąć, więc zaczynam ogarniać rano - tak mniej więcej do obiadu i kółeczko się zamyka tzn doba się kończy i zaczyna następna. I czasem na prawdę nie wiem kiedy mi się w ogóle szyć udaje - tak na prawdę to nieźle się gimnastykuję by cokolwiek powstało.
Ale mam wrażenie, że gdybym mogła zamknąć za drzwiami te wszystkie niewstawione prania, niepozmywane kubki i talerze, niezamiecione podłogi, niepościerane kurze i rzeczy na miejsca niepoukładane - mieć to wszystko głęboko w nosie i zamiast przejmować się tym całym bałaganem wejść do pracowni gdzie byłabym tylko ja i praca (no dobra - i Hania jeszcze), to pewnie fajnie by mi się pracowało. Ciekawe bardzo jak to jest w rzeczywiśtości....

To się dzisiaj rozgadałam! Chaotycznie i nieskładnie, ale kto by się mógł skupić w takim bałaganie?(no nie sprzątnęłam jeszcze...)

Skupienie mi wychodzi tylko w nocy gdy już moi ukochani śpią, a ja siedząc przy przytłumionym świetle nie widzę tego całego bałaganu i mogę sobie spokojnie robić na szydełku.
W.I.P. kocyk szydełkowy kolorowy Krysia

No, chyba, że sił już nie mam i na szydełko, to wtedy idę spać z pozostałymi.
Powiedzcie mi - czy ja marudzę? Czy tylko marzę sobie na głos?

Pozdrawiam i do następnego!

*******

Po waszych komentarzach i po przemyśleniu sprawy, dochodzę do wniosku (nie wiem na ile słusznego), że to wcale nie te drzwi są najważniejsze - one są tylko symbolicznym oddzieleniem czasu pracy od czasu bycia dla wszystkich. Więc to nie tych drzwi mi brakuje najbardziej, a CZASU na pracę - tego momentu, gdy o innych rzeczach mogę nie myśleć, niczym/nikim innym się nie zajmować i po prostu pracować. Bo póki co - nie ma co ukrywać - takiego czasu po prostu nie mam, no chyba że wszyscy zasną, a ja jeszcze mam na coś siłę. 

Fajnie jest wiedzieć i umieć nazwać czego mi brak, bo wtedy łatwiej jest to od życia wynegocjować :-)



sobota, 11 kwietnia 2015

Jest już parka!

zajączki maileg

Dzisiaj wpadam tu niczym błyskawica, bo czasu mam tyle co nic, ale że muszę zdać relację, to jestem :-)

Po pierwsze zajączka mej córci doczekała się wykończenia. Ale! Wy tu nawet nie wiecie, że Karoli uszyłam zajączkę! A więc uszyłam taką jak mą pierwszą - wedle zamówienia jej - która wyglądała tak:

zajączka Maileg

I tylko czekała na dodatki, które to Karolina sama miała wybrać. Dziś w końcu znalazłyśmy czas by dokończyć dzieła, więc zajączka się wzbogaciła o różyczkę na sukience, kokardkę przy uchu i... kompletny makijaż. 

zajączka Maileg w makijażu

Raczej nie muszę dopowiadać kto jest autorem tego makijażu, prawda? 
Ale Karolina ze swego dzieła jest zadowolona, więc mi zostało się tylko z tego faktu cieszyć ;-)
A Zajączka pozuje wraz ze swoją starszą koleżanką króliczką, która swój makijaż nosi już od daaaawna.

zajączek Maileg, króliczek tilda

A z dobrych wieści, to wczoraj doleciała do bociana jego partnerka, więc w gnieździe zaczęło się dziać na całego! A jako, że wyraziliście zainteresowanie bocianim życiem, to teraz Was wymęczę ich zdjęciami aż do jesieni ;-)

A więc zdjęcia z dzisiaj:

bociany u Krysi

bociany u Krysi


Wnikliwym obserwatorom proponuję zaobserwować jak las w tle zmienia swe kolorki i zaczyna się zielenić :-)

To ja zmykam, a Wam cudnego weekendu życzę!!!!
A wszystkim prawosławnym wesołych świąt Wielkanocnych i cudnych chwil rodzinnych!!!
'-'

czwartek, 9 kwietnia 2015

Smak lata

bocian Krysia

W samą, samiusieńką Wielkanoc przyleciał do nas kolejny bociek i ten najpewniej zostanie z nami aż do jesieni. W sumie widząc jak remontuje gniazdo nie powinnam mieć co do tego wątpliwości! Więc teraz tylko czekać aż dofrunie do niego partnerka i zrobi się ciepło i rodzinnie :-)

bocian u Krysi w Wieczne planowanie

A u mnie jakoś tak powoli wszystko płynie - dzieci za bardzo przyspieszyć nie pozwalają, bo co chcę usiąść do roboty, to zaraz Hania się mi na ręce pakuje i mam po robocie. A gdy w domu już są wszyscy, to nawet nie próbuję pracować, bo to tylko przynosi więcej nerwów i frustracji niż cokolwiek dobrego. Z resztą w ogóle po świętach (w czasie których zmusiłam się do nic nierobienia) jakaś taka rozmemłana jestem i bardzo szybko odpuszczam próby mobilizacji... 
Lekko spiąć by się jednak przydało, tak by znaleźć złoty środek między pracą na wysokich obrotach, a nic nierobieniem...

Ale jednak powoli robię kocyk na powstanie którego dałam sobie trzy tygodnie, a już się zaczynam zastanawiać czy to aby nie jest zbyt hurra optymistyczny termin.

wip kolorowy kocyk szydełkowy

Ale może jak Wam pokażę ile zrobiłam, to mi będzie zależeć na tym by szybko pokazać też postępy przy pracy i zacznę przy nim więcej pracować? To są niewątpliwie wielkie plusy blogowania - mobilizacja jaką daje :-) Bo przecież jak nic nie zrobię, to i nie będę miała co pokazać, więc aż chce się robić choćby po to by pokazać to właśnie ;-)

wip work in progres szydełkowy kocyk

A wczoraj zajadałam się musem truskawkowym, bo naszła mnie na niego wielka ochota, a miałam jeszcze ostatnią porcję schowaną na czarną godzinę. Jeszcze czuję na języku ten cudny smak lata! Uwielbiam mus truskawkowy, a jedzony poza sezonem robi nieziemskie wrażenie i letnią atmosferę nawet jak za oknem wieje nieprzytomnie (jak u nas wczoraj wieczorem). Och jak ja to lubię! A teraz trzeba czekać na świeże truskaweczki, które kupione od mojej sąsiadki (czy jak ktoś mieszka pięć czy sześć domów dalej, to jeszcze sąsiad czy już nie?) smakują najlepiej!

No dobra, to może ja się jednak złapię za szydełko póki Hania przysnęła :-)

Pozdrawiam wszystkich ciepło i truskawkowo!!!

piątek, 3 kwietnia 2015

Bocian

gniazdo bociana

Bocian jednak zmienił zdanie i czmychną od nas. 
Pewnie poleciał dalej w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. 
A pogoda chyba pomyliła święta i sypnęła śniegiem.
Dziwnie się porobiło...

środa, 1 kwietnia 2015

Idą święta!

Boże Narodzenie dekoracje

Oj - idą święta, idą, a teraz to już się zbliżają do nas wielkimi krokami! W końcu na prawdę. Bo z tego co się dzieje wkoło można by było wnioskować, że świętujemy w najlepsze już od dobrego miesiąca. I ja już jestem na prawdę przesycona całą tą świąteczną atmosferą, którą nam się w koło funduje! No bo ile można świętować?

Więc ja - korzystając z dzisiejszej cudownej daty oraz faktu, że odzyskałam me grudniowe zdjęcia - dziś podejdę do tematu świąt przekornie i odrobinkę odsłonię rąbka tajemnicy krysiakowych świąt Bożego Narodzenia :-)

idą święta u Krysi

U nas na ogół jest skromniutko i tak też było tym razem. Prawdziwa, pachnąca choinka była u teściów na dole, a u nas tylko taka symboliczna - światełkowa, udekorowana szydełkowymi i wiklinowymi ozdobami, która jednak w grudniowe wieczory robiła niesamowity klimat :-)

A pod choinką leżały otulone w szary papier i osypane śnieżynkami prezenty :-)

Boże Narodzenie pakowanie prezentów

Idealnie znalazłyby się pod tą choinką prezenty w takich woreczkach:


Ale, że uszyłam je pod inną choinkę, to nie leżały ;-)


Za to w jednym z zawiniątek znalazłam takie oto cudo:


Już chyba trzeci rok mijał jak marudziłam, że potrzebuję uporządkować swoje nitki, że jakiś stojak by się przydał i bożonarodzeniowe skrzaty chyba miały już dosyć tego mojego marudzenia i mi zmajstrowały stojak ;-) I to jaki! Teraz wszystkie nitki z których korzystam najczęściej mam pod ręką (wiszą na szpileczkach), na dole leżą szpulki do maszyny, a na górze swoje miejsce znalazły nożyczki, długopisy, mazaki i inne przydasie. Stojak jest obrotowy, więc nie mam najmniejszego problemu by się dostać do tych nitek, które są z tyłu. No dumna jestem z tego Mikołaja!!! I w sumie korzystając z okoazji - DZIĘKUJĘ Mikołaju! Bo ten prezent cieszy mnie wciąż :-)

Za to ode mnie kilka osób dostało całkiem miłe niespodzianki (tak myślę i tak słyszałam), bo prawdziwe tradycyjne i namacalne kartki świąteczne z życzeniami i z drobną "wkładką". Kto dostał, ten wie jaką ;-) Oczywiście że jak zwykle dekorowane ręcznie :-)


No i koniec wspomnień!

A więc wesołych, spokojnych, mądrych i rodzinnych świąt Wam wszystkim życzę!!!